
Niestety zaobserwowaliśmy, że liczba trafiających do nas poszkodowanych Saren z roku na rok coraz bardziej zwiększa się. Staje się to dla nas coraz większym problemem. Głównie są to wypadki w postaci kolizji z samochodami na ruchliwych, podmiejskich drogach, ofiary wypalania traw, sianokosów i żniw, osobniki wygłodzone w okresie zimowym czy młode sarenki z różnych przyczyn odłączone do matki, wymagające troskliwej i długotrwałej opieki. Niejednokrotnie również mieliśmy do czynienia z sarnami biegającymi w centrum miasta. Ostatnio całą Polskę poruszyła historia dwóch sarenek urodzonych po tym jak matkę wyłowiono z rwącego nurtu Sanu. Sarny nie udało się uratować. Zdjęcia uratowanych koźląt: TUTAJ. Staramy się sprostać leczeniu wszystkich trafiających do nas przeżuwaczy. Potrzebujemy ku temu profesjonalnego zaplecza, dlatego postanowiliśmy stworzyć "Pogotowie dla sarenek". W tym celu zbieramy fundusze, aby stworzyć profesjonalne warunki do ich leczenia. Sarny zaliczane są do zwierząt łownych, przez co nie możemy liczyć na jakiekolwiek wsparcie finansowe z instytucji państwowych. Nawiązaliśmy kontakt z The Royal Society for the Prevention of Cruelty to Animals (RSPCA) w Wielkiej Brytanii. Organizacja ta od kilkudziesięciu lat zajmuje się także rannymi sarnami. Więcej szczegółów na temat naszej akcji w dziale "Nasze akcje" (link: TUTAJ). W ciągu ostatnich dni trafiły do nas kolejne ranne, dwa dorosłe osobniki. Tym razem są to ofiary poszkodowane w wyniku kolizji z samochodem oraz uderzenia w ogrodzenie zabudowań gospodarczych na terenach podmiejskich. Stan tej pierwszej Sarny jest bardzo ciężki. Staramy się ją za wszelką cenę uratować, lecz szanse jej przeżycia niestety nie są duże. Drugiemu zwierzęciu nic już nie zagraża. Powoli dochodzi do siebie po wypadku. Nasze Sarny można bezpośrednio wesprzeć na aukcji, link poniżej:

  
Więcej zdjęć naszych sarenek do obejrzenia w Fotogalerii.
Zdjęcia z zabiegów można zobaczyć Tutaj.
Więcej o tym wydarzeniu mogą Państwo dowiedzieć się w:
          
|
Do naszego Ośrodka trafił nietypowy gość. Zagościł u nas młodziutki samiec Marmozety. Jest to gatunek niewielkich małp szerokonosych zamieszkujących Amerykę Południową. Jego przygoda należy do dość powszechnych. Wzrost zamożności polskiego społeczeństwa, swoboda przepływu towarów w Unii Europejskiej sprawiają, że do Polski trafia coraz więcej zwierząt egzotycznych. Małpy, węże, legwany to tylko niektóre z coraz bardziej popularnych w naszym kraju zwierząt. Dość często zdarza się, że nowi opiekunowie nie są w stanie zapewnić im wygórowanych warunków i czasochłonnej opieki. Piękne z wyglądu, niekiedy fenomenalne w stosunku do ludzi niestety dość często mają również swoje wady. Poobgryzane przewody, poniszczone meble, złośliwe ugryzienia, zaznaczanie wszystkiego moczem to tylko kilka z uciążliwości z jakimi borykać musieli się kolejni właściciele wspomnianej małpki. Na ogół Marmozety doskonale nadają się do trzymania w domowych warunkach. Przyczyna nietypowej złośliwości Franka – bo tak ma na imię nasz nowy podopieczny – prawdopodobnie leży w jego przejściach z przeszłości. Wędrówka z rąk do rąk, brak przywiązania do konkretnego właściciela, niewystarczająco dużo ciepła i czasu, którego ze strony człowieka potrzebują te piękne zwierzęta wychowywane wśród ludzi, sprawiły że Franek jest bardzo nieufny. Powoli przyzwyczaja się do nas i do nowego otoczenia. Małpka pozostanie już u nas na stałe. Zależy nam na tym, żeby w końcu znalazła dom, w którym będzie czuła się dobrze i miała zapewnioną wystarczającą opiekę.
  
Więcej zdjęć naszej małpki do obejrzenia w Fotogalerii.
Więcej o tym wydarzeniu mogą Państwo dowiedzieć się w:
            
Jak się ostatnio przekonaliśmy, wezbrane rzeki nie zagrażają tylko i wyłącznie ludziom. Wysoki poziom wód dał się również odczuć dzikim zwierzętom. Kilka dni temu rwący nurt Sanu niedaleko Przemyśla porwał Sarnę leśną. Sarna dryfowała rzeką przez centrum miasta. Bezbronne i bezsilne zwierzę bezskutecznie próbowało się ratować, próbując wydostać się z powrotem na brzeg. Żywioł okazywał się silniejszy. Sekundy dzieliły ją od utopienia. Desperacka walka o życie rzuciła się w oczy przechodzącym nieopodal spacerowiczom. Bez chwili wahania zajęli się potrzebującym pomocy zwierzęciem. Powiadomiony został patrol Straży Miejskiej, któremu z pomocą przechodniów cudem udało się wyciągnąć sarenkę na brzeg. Była tak osłabiona, że nie miała nawet sił do instynktownej obrony i ucieczki. Błyskawicznie zorganizowano transport i w stanie krytycznym dowieziono ją do nas. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że sarna jest w stanie zaawansowanej ciąży. W celu ratowania przeżuwaczy niezbędnym okazał się natychmiastowy, trwający półtorej godziny zabieg cesarskiego cięcia. Mimo, że szanse na przeżycie dorosłej sarny były nikłe, ratowaliśmy ją do końca. Niestety z powodu skrajnego wycieńczenia nasilonego stresem całej tej sytuacji oraz odniesionych obrażeń matki nie udało się uratować. Młode przeżyły. Są całe i zdrowe. Na świat przyszły 2 koźlęta, samiec i samiczka. Sarenki tuląc się piją mleko z butelki, traktując nas jak własną matkę. Naszym priorytetem jest teraz ich wykarmienie oraz przystosowanie do samodzielnego bytu na wolności. O ich dalszych losach będziemy na bieżąco informować.
  
Więcej zdjęć naszych sarenek do obejrzenia w Fotogalerii.
Zdjęcia z zabiegu można zobaczyć Tutaj.
Więcej o tym wydarzeniu mogą Państwo dowiedzieć się w:
         
Nasz Ośrodek opuszcza kolejny przedstawiciel Orlika krzykliwego. Kolejna ofiara trucizny. Orlika znaleziono nieopodal Przemyśla. Według badań prowadzonych przez naszego zaprzyjaźnionego ornitologa Przemysława Kunysza, brama przemyska stoi na drodze migracji tych pięknych ptaków oraz wielu gatunków pokrewnych, które przelatują bezpośrednio nad naszym miastem. Każdej wiosny przemierzają one kontynent europejski z terenów Turcji w okolice Skandynawii. Potwierdza to także system monitorujący GPS. Rozbudowana sieć monitoringu pozwala śledzić położenie pojedynczych osobników oraz postępy w ich corocznej wędrówce (trasę wędrówki można obejrzeć: Tutaj ). Wybranym przedstawicielom przymocowywane są specjalne nadajniki lokalizujące ich położenie. Ten piękny ptasi wędrowiec niestety dotrze do celu z małym opóźnieniem. To już nie pierwszy oraz nie ostatni ptak poszkodowany zgubnym działaniem różnych pestycydów. Toksyny uderzyły bezpośrednio na mięśnie skrzydeł i kończyn. Również porażony przełyk całkowicie uniemożliwił mu spożywanie pokarmu. Tylko szybka interwencja uratowała Orlika od śmierci w strasznych męczarniach. Został on zauważony przez przypadkowych przechodniów, którzy nie pozostali obojętni widząc jego walkę o życie. Orlik trafił bezpośrednio do nas. Szybka, fachowa pomoc sprawiła, że drapieżnik w ciągu dwóch tygodni w pełni doszedł do siebie. Odzyskał wolność na rozległych polach. Specjalnie wybraliśmy tereny na północ od Przemyśla tak, aby mógł kontynuować swoją zaplanowaną podróż nie musząc ponownie przelatywać nad miastem. Rozłożył skrzydła po czym szybko i pewnie wzbił się w górę instynktownie kierując się w stronę Roztoczańskiego Parku Narodowego.
  
Więcej zdjęć do obejrzenia w Fotogalerii.
Zdjęcia z leczenia można zobaczyć Tutaj.
|
|